sprzedawcy zauważyli, że właśnie kupiliśmy najdroższe piwo w mieście: "Droższe niż w Mariocie", dodali nie kryjąc dumy.

Nasz rząd też wysłał 1000 żołnierzy do Iraku i zastanawia się cichutko nad amerykańską tarczą antyrakietową. Koalicja niby upada, ale trwa. Okazuje się, że nasz rząd tylko się nam wydaje taki niestabilny. Te wszystkie przepychanki, to tylko taka ściema - ochłap dla mediów, żeby miały o czym pisać. A my możemy tylko pozazdrościć Włochom ich parlamentarnej anarchii. U nas reformy pełną parą.
Większość tych co była przeciw - elektorat konserwatywnej Partii Ludowej (PP) - została w domu. Zagłosowało zaledwie 36 proc. uprawnionych. Jednak dla ważności referendum nie ustanowiono minimalnego kworum. Jak szybko obliczono, bezwzględnie głosowało mniej osób niż poparło socjalistów PSOE (głównych zwolenników statutu autonomii) w wyborach lokalnych sprzed 3 lat.
Hiszpania i tak od czasu śmierci generała Franco i demokratycznej transformacji jest bardzo zdecentralizowanym krajem. Regiony kontrolują edukację, budownictwo, system opieki zdrowotnej i administrację publiczną. Centralny rząd w Madrycie: obronność, sądy, politykę zagraniczną, lotniska i porty.
Europejczycy i Amerykanie najchętniej przeprowadziliby się wszyscy do hiszpańskiego eldorado, jak wynika z ostatniej ankiety "Financial Times". Nie tylko ze względu na imprezy i klimat, ale też z powodu dynamicznie rozwijającej się gospodarki i otwartego społeczeństwa.
Oczywiście można podejść do sprawy honorowo i buńczucznie - przecież już wszystko opłaciłem w składkach zdrowotnych! No ale jest jeszcze jeden problem. Oto świetny chirurg biorąc w łapę też realizuje swoją zrozumiałą potrzebę - chce, żeby jego talent, kompetencje, doświadczenie i praca zostały należycie nagrodzone. Ale już raz dostał! No tak, dostał, ale zapłata była urzędowa - wzięta z sufitu. Chyba lepiej, żeby kroił nas ochoczo, z własnej woli i chęci zarobku, a nie z przymusu?
Putin pokazał w Monachium, że Rosja wypisuje się z walki z osią zła. Oznacza to powrót starego modelu polityki zagranicznej opartej na równowadze sił. Chociaż polska dyplomacja nie uczestniczyła w awanturze, będzie stawić zmianom czoła.
Ponieważ ten tekst jest felietonem dla Money.pl, odpuściłem sobie jedno ciekawe zagadnienie. Oto rosyjski autorytaryzm zarzuca amerykańskiej demokracji imperializm. Jak to a Woodrow Wilson? A Liga Narodów?
Właśnie, zapomnijmy o grze i interesach Kremla i zastanówmy się: czy rzeczywiście demokracje kochają pokój. Amerykański myśliciel Murray Rothbard w przewrotnym eseju o polityce zagranicznej podważa tę tezę. Polecam szczególnie fragment American Foreign Policy. Co wy na to?
Polecam też komentarz Anny Fotygi oraz naprawdę czarną wizję najnowszego imperializmu USA - na dole wpisu.Prezydent Rosji Władimir Putin w sobotę zaskoczył wszystkich krytykując USA za agresywną, militarystyczną, jednostronną politykę zagraniczną: "To nie ma nic wspólnego z demokracją", grzmiał. Obecni na sali dyplomaci byli osłupieni.
Ponad półgodzinne przemówienie było chyba najostrzejszym atakiem Moskwy na Amerykę w ciągu siedmioletniego panowania Putina na Kremlu. Ba, od upadku ZSRR. Prezydent Rosji argumentował, że postępowanie USA doprowadziło świat do sytuacji dużo bardziej niebezpiecznej niż kiedykolwiek w czasach zimnej wojny.
Władimir Putin domaga się realistycznego podejścia do polityki zagranicznej. "USA przekroczyły swoje narodowe granice w każdy możliwy sposób. Nikt nie może się już schronić za kamiennym murem prawa międzynarodowego", załamywał ręce Putin. Rozszerzenie NATO, ciągnął, i rozmieszczenie wojsk sojuszu przy granicach Rosji narusza zasadę wzajemnego zaufania. Oczywiście, jego zdaniem, budowa tarczy antyrakietowej, z elementami w Czechach i Polsce, jeszcze bardziej naruszy równowagę i rozjuszy światowego hegemona - Amerykę.
Dlaczego Putin teraz zdecydował się złajać USA i NATO? Odpowiedź jest prosta - aby uprzedzić atak na siebie. Skoro Amerykanie w polityce zagranicznej są niedemokratyczni, sami stanowią zagrożenie dla pokoju, czy mają prawo wypominać Rosji brutalną rozprawę z opozycją albo twardą grę z sąsiadami, opartą na szantażu energetycznym?
Rządy państw bardzo często w dyskusji wytykają sobie nieprawości. To praktyka świetnie znana z czasów zimnej wojny. Co ciekawe zwykle mają wtedy rację: "Rosja jest nieustannie uczona demokracji przez ludzi, którzy sami nie chcą się jej nauczyć", mówił Putin.
Prezydent Woodrow Wilson przekonywał, że demokracje nie prowadzą wojen. Czy Stany Zjednoczone nie były demokracją, kiedy prowadziły wojnę z Hiszpanią, krwawo pacyfikowały rewoltę na Filipinach?
Ten idealizm jest też podstawą wojny z terrorem George'a W. Busha. To on, a nie realistyczna analiza rzeczywistych zagrożeń, pchnął USA i ich sojuszników do Iraku i Afganistanu. Postulat demokracji w stosunkach międzynarodowych - w relacjach między państwami jest absurdalny. Jednak Putin skutecznie podważa starą doktrynę, na której opiera się amerykański imperializm. Zakłada ona, że demokracje z natury nie prowadzą wojen. Dlatego najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa swoim obywatelom jest "promocja demokracji" w innych krajach. W sytuacji, gdy nawet dyktatura na antypodach (np. w Iraku) stanowi bezpośrednie zagrożenie, prawo do interwencji rozciąga się na cały glob.
Ten idealizm jest podstawą wojny z terrorem George'a W. Busha. To on, a nie realistyczna analiza rzeczywistych zagrożeń, pchnął USA i ich sojuszników do Iraku i Afganistanu.
Putin zdecydował się powiedzieć, że król jest nagi, bo Rosja chce powrotu do polityki równowagi sił. Zrobił to w dogodnym momencie. USA i NATO przechodzą właśnie kryzys. Fiasko wojny w Iraku, mimo wydatków ponad dziesięciokrotnie wyższych niż zakładano, wydaje się nieuchronne.
W tej sytuacji coraz bardziej prawdopodobny staje się atak USA na Iran, o czym pisał we wczorajszym wydaniu brytyjskiego "Daily Telegraph" Niall Ferguson, zwłaszcza, że Waszyngton zdobył właśnie dowody na użycie irańskiej broni w zamachach na amerykańskich żołnierzy w Iraku. Podczas przemówienia w Monachium Putin bronił racji dostaw rosyjskiego uzbrojenia do Iranu: "Nie chcemy, żeby Teheran poczuł się osaczony".
Wystąpienie prezydenta Rosji zostanie w pamięci, a sytuacja międzynarodowa bez jednolitego frontu dobrych walczących z rozbójnikami jest dużo bardziej złożona. Polska dyplomacja będzie musiała to przemyśleć i odnaleźć się w powracającej Realpolitik. Rosja optuje za ładem międzynarodowym opartym nie na idealistycznym podziale na dobrych i złych - demokracje i dyktatury - lecz na równowadze sił, gdzie równe prawa mają jedni i drudzy. Motywacja Kremla jest jasna - sam znalazł się po ciemnej stronie mocy.
Dyplomacja amerykańska zareagowała zdecydowanie, ale już następnego dnia dążyła do zażegnania sporu. Wbrew słowom Putina, pozycja USA na świecie znacznie osłabła w ostatnich latach. Ameryka jest pogrążona po szyję w bagnie irackiej wojny, Iran urósł do roli najpotężniejszego państwa na Bliskim Wschodzie.
Jeszcze w 2001 roku prezydenci Rosji i USA byli dobrymi przyjaciółmi. W sobotnim przemówieniu w Monachium Putin wciąż do tego nawiązywał: "Mój przyjaciel Bush jest krytykowany za wszystko, co robi, ale to uczciwy człowiek". Waszyngton nie może sobie pozwolić na wrogość Rosji. Musi się liczyć z jej zdaniem, a o to chodziło w prowokacji.
Tak komentuje Monachijskie wydarzenia diwa światowej dyplomacji minister spraw zagranicznych Anna Fotyga:

We współczesnych demokracjach dyskusja o budżecie państwa sprowadza się do dylematu - na co wydać więcej. Partie, które postulowałyby ograniczenie wydatków i kompetencji rządu, po prostu nie rządzą.
Pentagon dostanie tylko w przyszłym roku rekordowe 624 mld. Cóż czasy wyjątkowo ciężkie, terroryści czają się za każdym rogiem. Na pewno, gdy zagrożenie zniknie, demokratyczny albo republikański rząd rozpocznie demontaż armii. Przecież demokratyczne kraje kochają pokój.