Co łączy Sycylię i Polskę? Oczywiście dominacja mafii, która tam nazywa się "cosa nostra", a tu "układ". Przed wyborami walka z mroczną organizacją zaostrza się, jest pełna wygranych bitew i choć wygrana rządu jest nieuchronna, to wciąż nie wiadomo, kiedy nastąpi ostateczne zwycięstwo.
W Polsce tradycyjnie przekonuje o tym gł. śledczy Antoni Macierewicz.
Można spędzić tygodnie na Sycylii, zjeździć całą wyspę i wyjechać z przeświadczeniem, że mafii nie ma. Nic dziwnego, że turystyczni sceptycy, którzy lubią doszukiwać się w lokalnych historiach "marketingowej ściemy", odważają się głośno wyrazić swoje wątpliwości.
Mnie się udało tego kompromitującego pytania uniknąć. Cosa nostra i układ są faktem, ale charakter zorganizowanej przestępczości sprawia, że społeczeństwo wie o niej tyle, ile powiedzą mu organy ścigania.
Tradycyjna sycylijska mafia przechodzi do lamusa po prawie dwustuletniej historii. Spektakularne aresztowanie w kwietniu ojca chrzestnego klasycznej rodziny z Corleone
Bernardo Provenzano przesądziło szalę. Po kilku miesiącach przedsiębiorcy z Palermo postawili się i
zgodnie odmówili dalszego płacenia haraczu.
Z punktu widzenia sklepikarzy, to wielki sukces. Nie będą musieli już słono płacić za przymusową podwójną ochronę - państwa i mafii. Gdy okazało się, że obowiązek haraczu łatwiej jest znieść niż obowiązek podatkowy, biznesmeni podjęli racjonalną decyzję. Teraz na rynku pozostanie jeden monopolista z siedzibą w Rzymie. Przed nim nie da się uciec, bo na południu Włoch oddziały tamtejszej policji skarbowej są równie widoczne, co drogówka i karabinierzy.
Różnicę między mafijną a niemafijną Sycylią widać po stosunku do państwa. U góry zafajdany pomnik jednego z autorów Risorgimento, króla Piemontu Wiktora Emanuela II w parku w centrum Corleone. U dołu dumne popiersie ostatniego zdobywcy Sycylii - Giuseppe Garibbaldiego.
Turyści też nie stracą, bo mafijne atrakcje nie znikną tak szybko. Pomniki stoją na każdym kroku. Na przeciwko domu mojego kolegi, w oddalonym o pół godziny jazdy od Palermo miasteczku Bolognetta, jest niezbyt uczęszczane rondo. Pod nim przekopany i wykończony czteropasmowy tunel, dzięki któremu samochody miały szybciej pokonać skrzyżowanie. Niestety, po kilku wypadkach rozwiązanie okazało się zbyt niebezpieczne, dlatego skrót został bezterminowo zamknięty. Jadąc na południe w stronę słynnej Doliny Świątyń w Agrigento można podziwiać inne pozostawione w szczerym polu, napoczęte z rozmachem estakady.
Nadkładając nieco drogi można zahaczyć o Corleone i podziwiać wzgórza, po których przechadzał się Michael z powieści Mario Puzo. Na placu spotkamy starszych panów, typowych uomini di pancia, którzy w przeciwieństwie do kontynentalnych Włochów są skryci, a na pytanie odpowiadają jednym wymownym gestem.
Są też pomniki walki demokratycznego rządu z mafią. Jadąc z Palermo na lotnisko im. Falcone-Borsellino, pary prokuratorów, którzy zostali zamordowani w 1992 roku, można zobaczyć małą budkę, z której żołnierz cosa nostry miał odpalić 350-kilogramowy ładunek. Na niewielkiej ścianie mieści się tylko krótki napis: "No Mafia".
Z kolei trasa szybkiego ruchu z Palermo do Agrigento nazywana jest Drogą Wolności. Dlaczego? Bo została zbudowana wbrew woli działającej w połowie drogi rodziny mafijnej.
Wbrew pozorom, Mafia pozostawiła mieszkańcom Palermo też bardzo przydatne instytucje. Pierwsza z nich to jedna z niewielu usług, których rząd na razie decyduje się nie zwalczać - usługi parkingowe. W Palermo za parkowanie płaci się tylko i wyłącznie panom parkingowym. Niechlujnym typom z gwizdkiem w zębach. Chociaż nie wyglądają zachęcająco, ale nie tylko "pilnują samochodu", ale też z imponującą skutecznością zarządzają ruchem.
Obyczaje tradycyjnej sycylijskiej cosa nostry, neapolitańskiej camorry i kalabrijskiej 'ndranghety świetnie opisuje prof. Diego Gambetta. Ciekawe fragmenty po angielsku można przeczytać w internecie. Socjolog twierdzi, że mafia jest doskonałym przykładem na niebezpieczeństwa naruszania państwowego monopolu na przemoc. Dla niego jest to świetny argument przeciwko najbardziej radykalnemu, anarcho-kapitalistycznemu odłamowi libertarianizmu: "Oto co dzieje się, gdy kompetencje państwa przejmuje sektor prywatny", przekonuje. Sęk w tym, że gdy państwo przejmuje kontrolę nad literaturą, mafiosami stają się bladzi, chuderlawi, pozornie nieszkodliwi poeci.
Powodem do dumy jest też powszechne zaufanie. Podróżując do historycznie wolnych od mafii regionach południowo-wschodniej części wyspy, palermianie nie przestają psioczyć na znacznie bardziej europejskich mieszkańców Katanii: jak kelnerzy w barach mogą żądać zapłaty z góry. W okolicach Palermo rachunki reguluje się nawet po kilku dniach. Co jak co, ale ściągalność długów tradycyjnie była tu zawsze rekordowo szybka.
Wbrew pozorom, żeby utworzyć rozbudowaną organizację przestępczą, nie trzeba być mordercą, złodziejem, ani wymuszać haracze. Historia pokazała, że w pewnych okolicznościach wspólnikami mafiosów zostają sprzedawcy alkoholu. Jednak branża szkodliwych używek wcale nie jest konieczna.
Można też zwyczajnie sprzedawać tanią benzynę, jak słynna śląska mafia paliwowa.
Tagi:
mafia, sycylia, cosa nostra