Prawdopodobnie wiecie, o kogo chodzi. Ulubieniec tego bloga, niestrudzony republikański kongresmen z Teksasu powstrzymał Wielki Plan.
Oto wzruszająca przemowa tuż przed głosowaniem. Czy słysząc to uczciwi członkowie Izby Reprezentantów mogli zagłosować inaczej? Mogliby, jeśli wierzyć, że banki można i trzeba jeszcze uratować.
Nic dodać, nic ująć. Czy ktoś się nie zgadza?
Jeszcze jedno. Na Diggu z okazji "prawie uchwalenia" Planu Paulsona zamieścił takie zdjęcie.

Tak świętowano kompromis w sprawie planu. Nie wiem, co to za kongresman w środku, ale chyba demokratyczny. Podobały mi się za to ostra reakcja naprawdę wkurzonych użytkowników Digga. Mój ulubiony komentarz:
When is Guy Fawkes day again?
Całe szczęście, Ron Paul powstrzymał Paulsona i rewolucjonistów :)
Na razie.
A Fed i tak w zaciszu robi swoje, czyli:

Podczas, gdy wszystkie oczy zwrócone były na George'a Busha i Johna McCaina, cichutko zbankrutował jeden z największych banków detalicznych w USA.
Z OSTATNIEJ Chwili: Prezydent Bush przemówił: Mamy duży plan, bo mamy duży problem.Wbrew pozorom, to w obecnej sytuacji wypowiedź dobra, jak każda inna.
Washington Mutual był tak duży, że nawet ja podczas wakacji raz odwiedziłem jego oddział. Imponujący wystrój podkreślał 120-letnią (!) historię firmy.

Teraz oczy świata biznesu są jednak zwrócone na polityków. Oni nie przepadają za decyzjami w sferze finansów. Oprócz Rona Paula, pies z kulawą nogą nie postulował jakichkolwiek zmian polityki pieniężnej. W USA, jak w każdym demokratycznym kraju, tę sferę pozostawia się specjalistom z Fed.
I słusznie. Bo jeśli nie postuluje się, jak Ron Paul, rewolucyjnych zmian, nic nie można zmienić. Dyskusja o planie ratunkowym nie ma sensu. Zaraz wyjaśnię dlaczego:
1. Jeśli rząd powie "dosyć" i przestanie zasypywać bankowych długów makulaturą, system finansowy załamie się. Zapożyczone jeden u drugiego banki rozsypią się jak domki z kart. Kto będzie winny? Ci, co nie stanęli na wysokości zadania i pozwolili im upaść - Helikopter Ben, G. W. Bush, Henry Paulson - do końca swoich dni będą musieli biegać zygzakiem, żeby któryś ze wściekłych członków National Rifle Association ich nie dopadł.
2. Dosypywać makulatury więc trzeba, przynajmniej po to, by doczekać końca kadencji i odejść w zapomnienie. Oczywiście odkładanie wielkiego krachu w czasie sprawia, że kryzys będzie jeszcze bardziej dotkliwy.
Drukowanie pieniędzy i zatajanie inflacji, czyli okradanie właścicieli dolarów (paradoksalnie wszystkich oprócz amerykańskiego rządu i banków:) Ale każdy odpowiedzialny za decyzję będzie to robić, dopóki system nie pęknie w szwach. Po co? Żeby ratować własną skórę.
I właśnie dlatego ten cały kryzys jest nudny. Nic się nie dzieje. To taka "Kronika zapowiedzianej śmierci".
Hossa na chwilę pewnie powróci. Jak trafnie ujął to kolega z pracy:
Zabronili krótkiej sprzedaży, drukują miliardy dolarów i dziwią się, że giełdy rosną.
Na koniec wesoły rysunek:

Heh. Autor ma bardzo zabawnego bloga. Najnowszy obrazek to konkurs na to, co wpisać w pustą chmurkę. Jakieś propozycje?

Chyba o tego Izo chodzi...
Prawdziwy krach nie mógł nastąpić teraz, kiedy wszyscy o tym trąbią. On musi uderzyć z zaskoczenia - tak mówił mi kolega, który o wiele lepiej zna się na giełdzie. Teraz hossa, a potem gdzieś w przyszłym roku prawdziwy krach.
Z dumą chcę się pochwalić, że chyba zostałem autorem nowego terminu. Niestety nie ukazał się tutaj, ale mojej służbowej stronie, gdzie jako pierwszy opisałem Związek Socjalistycznych Stanów Ameryki Północnej.
To było przed nacjonalizacją AIG. W komentarzach wytykano mi, że przecież rząd pozwolił Lehman Brothers upaść. Zdechnąć jak psu. Nie do końca.
Jak się okazło - keynesiści rzeczywiście pojechali tylko na jeden weekend pograć w golfa - i już są z powrotem. A mój termin podchwycił sam Piotr Kuczyński. Ciekawe, kiedy przebije się do main streamu :)
W czasie wielkiego milczenia na NoTrespassing pojechałem na wakacje do USA. Niesamowite doświadczenie:
Tam rzeczywiście krachu nie widać na ulicach, no może poza wszędobylskimi tabliczkami "For Sale" w niektórych regionach i coraz częstszym narzekaniu mieszkańców na drożyznę.
Własnie to ostatnie powinno budzić największy niepokój. Dlaczego? Bo główne pytanie brzmi teraz: jak długo rząd USA będzie w stanie zasypywać czarną dziurę na Wall Street.
Ideksy idą w górę. Uśmiałem się widząc tę informację na TVN. Jaka była do niej ilustracja? Oczywiście drukowane dolary. Inwestorzy słusznie uwierzyli, że akcje będą w najbliższym czasie drożeć, bo sponsorem tej hossy będzie Fed, czyli wszyscy posiadacze dolarów.
Ale tej dziury nie da się zasypać.